Mi.

Spotkałam ją na pewnej imprezie, na którą pojechałam z mężem. Właściwie to nawet za dużo tam nie porozmawiałyśmy. Siedziałyśmy przy jednym stoliku z kilkorgiem innych osób. Mój mąż pogrążony był w rozmowie z niezwykle utalentowanym informatykiem, który swój talent zdołał przekuć na naprawdę ogromne (z naszej perspektywy) pieniądze. Ja żartowałam sobie z bardzo sympatycznym chłopakiem, który pracuje w dużej i znanej firmie kosmetycznej. Ona siedziała z dwiema dziewczynami i jeszcze jednym chłopakiem obok i od czasu do czasu włączała się do naszych rozmów. Zupełnie niezobowiązująco. Na przykład pytając, czy chcemy spróbować jakiegoś dziwnego smakowego piwa, które zamówiła. Gdy zbieraliśmy się do domu, dała mi swoją wizytówkę i zniknęła w tłumie.

Przez kilka dni od imprezy wymieniłyśmy kilka SMSów. Ta dziewczyna prowadziła życie, o jakim niegdyś marzyłam. Jej zainteresowania w dużej mierze pokrywały się z moimi. Była świetnie wykształcona, niezwykle zdolna, miała odpowiedzialną i dobrze płatną pracę, wiele podróżowała. Zdawała się jednak trochę zbyt dorosła, jak na swój wiek. Była jedynie rok ode mnie starsza. Ale myśląc o niej, pojawia się w mojej głowie hasło „kobieta sukcesu”. Z całą pewnością udało jej się osiągnąć sukces.

Po kilku dniach dostałam od niej bardzo długą wiadomość o tym, że ma dość. Dość pracy, studiów, tego, co wokół niej. Że jest zmęczona, zestresowana, w jej życiu ostatnio było dużo problemów rodzinnych, że już wymięka. Nie miałam, jak jej pomóc. Zaproponowałam, żeby przyjechała na kilka dni do nas na wieś. Zapewniłam, że znajdę jej zajęcie (trzeba było zebrać winogrona i przerobić na sok). I że dostanie pokój, łóżko, ręcznik i dostęp do lodówki. Zgodziła się. Miała zjawić się kilka dni później.

Jeden z moich bliskich znajomych wyśmiał mój pomysł. Nie mógł się nadziwić, że zaprosiłam kogoś, kogo zupełnie nie znam. Wiem, to było lekkomyślne. W pewnym momencie zaczęłam myśleć, jak się wykręcić z tej propozycji… Ale później przyszła pewność, że to zaproszenie było czymś właściwym.

Przyjechała na kilka dni. Gotowała (jej zupa dyniowa to coś doskonałego!), chodziła na spacery dookoła jeziora, grabiła liście, zbierała winogrona. Chodziła w skarpetkach zrobionych przez babcię Mateusza i w ogromnym swetrze, który dostałam kiedyś od teściowej. Wysypiała się. Rozmawiała ze mną o wszystkim. Grała z nami w grę planszową dla dzieci, którą przywiozła ze sobą. A ja widziałam, że odżywa. Że te małe wakacje to coś istotnego. I dla niej, i dla mnie. Pojawiła się między nami nić porozumienia. Nić łącząca świat kobiety sukcesu i matki polki kury domowej. Ja potrzebowałam zainspirować się jej tempem życia, ona potrzebowała odpocząć w spokoju, w jakim żyje nasza rodzina. Potrzebowałyśmy się nawzajem. Choć zdawać by się mogło, że żyjemy w zupełnie innych światach.

W przyszłym tygodniu znów przyjeżdża. Nie mogę się doczekać.

Reklamy

7 thoughts on “Mi.

  1. Potrafisz pisać w taki sposób, że naprawdę trudno się oderwać. Niby jedna historia z wielu, a jednak ma to „coś”, co sprawia, że można w niej rozpoznać elementy własnego doświadczenia.

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s