Kokosznik

Kocham tę chwilę tuż przed ułożeniem jej na poduszce i rozpoczęciem rytuału bujania. Tę chwilę, którą na potrzeby własne (i jej, choć nie miała jak wyrazić swojej opinii na ten temat) nazwałam „kokoszeniem się”. Kocham tę chwilę, w której widzę, że z niecierpliwością czeka na to, jak będę ją łaskotać, zaczepiać, podszczypywać i całować. Leży cała nieruchoma, z szeroko otwartymi oczkami i tym przerozkosznym uśmiechem na ustach. Coś pięknego. Chciałabym wówczas zatrzymać czas i móc patrzeć na nią godzinami. Tak jednak nie można. Trzeba się zająć kokoszeniem przecież!

Wygłupiamy się kilka chwil. W ferworze tych zabawnych czułostek i śmiechów znikają wszystkie myśli, jakie zaprzątały moją głowę wcześniej. Chwilowy reset. Wrócą, jak tylko wręczę jej butelkę i zacznę bujać. Jednak podczas kokoszenia się na kilka chwil cały świat schodzi na dalszy plan. Mogę się przytulać do niej, ile mi się żywnie podoba. Całować ją i łaskotać. A ona odwzajemnia mi to wszystko z dziką radością. Poza tymi momentami jest niewiele chwil, w których wyraża chęć na czułości. Nie lubi przytulania czy buziaczków. Chyba, że trzeba pokazać komuś, że potrafi. Ale sama z siebie decyduje się na nie w takich ilościach właśnie podczas tego naszego wieczornego rytuału kokoszenia się.

Kocham te chwile, bo gdy przytulam swój policzek do jej buzi, napełniam się wielką energią i chęcią życia. Przytulając ją do siebie, całując ręce, nogi, łaskocząc w brzuszek, czuję, jak w żadnym innym momencie, że ona to część mnie. Że mnie dopełnia. Że bez niej czułabym się w pewien sposób wybrakowana. Gdybym tylko potrafiła wyrazić, jak bardzo ją kocham!

Po kilku minutach kokosznik męczy się tą zabawą na dobranoc. Uśmiecha się z mniejszym entuzjazmem, odsuwa moją twarz od siebie, z nadzieją spogląda na butlę. A ja nie mogę się nadziwić, że taki mały człowiek może przynieść tyle szczęścia. Że każde jej przytulenie się do mnie jest na wagę złota. Ba! Cenniejsze! Że przewróciła mój świat do góry nogami. Nie dlatego, że byłam zmuszona coś zmienić z jej powodu. Ale dlatego, że jej istnienie wyzwoliło we mnie takie uczucia, o jakie nigdy bym się nie podejrzewała.

Advertisements

4 thoughts on “Kokosznik

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s