Kołysanka

W poprzedniej ciąży mój brzuch był o wiele mniejszy. Gdy byłam na tym etapie, co teraz, czyli w 7 miesiącu, niewtajemniczeni dopiero zauważali, że „puchnę”. A teraz… Z daleka widać, że nadchodzi baba w ciąży. Nie dość, że wielka, to jeszcze buja się jak kaczka. Nie umiem nad tym bujaniem zapanować. Łatwiej mi się tak chodzi, a M. w ramach wspierania mnie w tym cudownym czasie, nabija się z mej kaczej przypadłości.

Jednak największy problem zaczyna się, gdy w końcu uda mi się w miarę wygodnie ułożyć do spania. Gdy mi jest wygodnie, mojemu lokatorowi zazwyczaj nie. Częstuje mnie obficie bolesnymi kopniakami pod żebra. Czasem mam wrażenie, że w ramach protestów całkiem intencjonalnie szczypie mnie w bok. Gdy obudzi mnie swoimi ruchowymi sprzeciwami w środku nocy, leżę na plecach (nie znoszę leżeć na plecach!) i myślę o tym, jak bardzo mam dosyć. Taka czarna strona stanu błogosławionego. Taka, którą mało kto lubi się chwalić. Bo jak to tak?! Nie czekasz z niecierpliwością na każdy ruch bobaska?! Nie cieszy cię, że masz przywilej, ba!, nawet Przywilej! noszenia w sobie nowego życia?!

Nie. W takich chwilach nie cieszy. Myślę czasami o tym, jak o przykrej konieczności… Co jednak nie znaczy, że nie oczekuję mojego lokatora. Po prostu czasem daje mi w kość i mam dosyć. Wiecie, to tak jak z tymi momentami, kiedy M. mnie zirytuje i mam ochotę wyrzucić go przez okno. Jednak tego nie robię. Bo nie miałabym siły później przeciągnąć ciała w mniej widoczne miejsce.

Do rzeczy jednak. Gdy już tak się nadenerwuję na lokatora, poutyskuję na straszny los ciężarnej, zaczynam delikatnie zaczepiać malucha. On mi rękę w bok, a ja go po tej ręce łaskoczę. On mi nogę pod żebra, a ja staram się zlokalizować jego plecy i delikatnie głaszczę w tym miejscu po brzuchu. Po jakimś czasie tej zabawy wszystko się uspokaja. Maluszek zasypia. A mnie ogarnia uczucie, którego nie potrafię zatrzymać. Chciałabym już móc wziąć malca na ręce. Przytulić do siebie. Pocałować stopy, które póki co przynoszą mi wiele bólu, gdy wciskają się pod żebra. Utulić do snu. Aż oczy zachodzą mi łzami, że jeszcze tyle muszę czekać… Ale na szczęście mogę to wszystko zrzucić na hormony. To wcale nie tak, że jestem wrażliwa!

Na koniec piosenka, która mnie rusza. W jakimś stopniu oddaje moje przemyślenia i uczucia. Magluję ją bez końca.

Advertisements

5 thoughts on “Kołysanka

  1. Mój dopiero zaczyna kręcić się w środku, ale już widać, że jest spokojniejszy niż córeczka, ona na tym etapie już nieźle dawała się we znaki. I ja też tak wtedy myślałam żeby ona już wyszła… Nomi wyszła o miesiąc wcześniej 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s